Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 3 Liga
Wygrana nad BRD Dynamit mogła dać zespołowi FC Torpedo czwartą lokatę na koniec ligowych zmagań. Wiadomo, że za miejsce tuż za podium medali nie rozdają, ale byliśmy pewni, że dla podopiecznych Andrija Barana, będzie to wystarczająca motywacja, by w dobrych humorach zakończyć ten udany dla siebie sezon. Czy ekipa Dynamitu mogła popsuć szyki swoim przeciwnikom? Jak najbardziej, chociaż musiało się tutaj zgrać ze sobą kilka warunków. Początek był jednak obiecujący dla drużyny Adama Wojciechowskiego, bo mimo iż to rywale wyszli na prowadzenie, to dzięki skutecznej grze Maćka Karczewskiego, Dynamit odwrócił wynik i przed końcem pierwszej połowy prowadził 2:1. Nie udało się jednak utrzymać tego wyniku do przerwy, drużyny na krótki odpoczynek schodziły przy stanie 2:2 i mimo wszystko wydawał się on być bardziej korzystny dla przedstawicieli BRD. Głównie z tego względu, że to rywal miał więcej okazji, Adrian Kloskowski był dużo częściej zatrudniany do interwencji aniżeli Andrii Baran i zastanawialiśmy się, jak to się wszystko zakończy. Ważny moment spotkania nastąpił po wznowieniu gry. Wspomniany wcześniej Maciek Karczewski przeprowadził kapitalny rajd indywidualny i o mało nie zdobył bramki, lecz na przeszkodzie stanął golkiper oponentów. Akcja poszła od razu w drugą stronę i Torpedo wykorzystało kontrę, zmieniając wynik na 3:2. Za chwilę zrobiło się 4:2 i myśleliśmy, że mecz zmierza w jednym kierunku. Nie chciał się z tym pogodzić Maciek Karczewski, którego bramka wlała jeszcze trochę nadziei w serca kolegów, ale to wszystko okazało się za mało. Torpedo po trafieniu na 5:3 przejęło całkowicie inicjatywę, zamknęło drogę do własnej bramki a jeszcze dwukrotnie znalazło sposób na Adriana Kloskowskiego i mecz zamknął się na wyniku 7:3. Triumfatorzy wygrali zasłużenie, byli ekipą bardziej aktywną, mieli więcej argumentów, co spowodowało że osiągnęli swój cel i zakończyli sezon na czwartej lokacie. Według nas spisali się lepiej niż można było przypuszczać, co stanowi fajny prognostyk przed kolejnym sezonem w Lidze Fanów. Ekipa Dynamitu zmagania zakończyła za to na ósmej pozycji. Wydaje się, że uczciwie oddała ona ich możliwości. Były wzloty, były upadki, był sensacyjny remis z Legionem. Na pewno ten zespół wyniósł sporo doświadczeń z Ligi Letniej i jesteśmy przekonani, że uda się z nich wciągnąć odpowiednie wnioski.
W starciu KS Centrum z AFC Niezamocnymi nie mieliśmy jednoznacznego faworyta, szczególnie że te drużyny w ligowej tabeli dzieliły jedynie dwa punkty. Obie ekipy zebrały się na mecz w swoich optymalnych składach. Dużym wzmocnieniem dla gospodarzy okazał się Jakub Bembas, który zaliczył swój debiut na boiskach Ligi Fanów. Od pierwszego gwizdka mogliśmy być świadkami szybkiej i zdecydowanej gry. KS Centrum tworzyło wiele okazji do objęcia prowadzenia, co w dużej mierze było zasługa wspomnianego Jakuba Bembasa. Jedną z nich wykorzystał Kacper Morus wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Kilka minut później KS Centrum podwyższyło na 2:0 po trafieniu Rogulskiego. W kolejnych minutach gospodarze zaczęli gubić się w obronie. Tę sytuację wykorzystali oponenci, strzelając gola kontaktowego. AFC Niezamocni mieli fantastyczną okazję do wyrównania stanu meczu, ponieważ sędzia podyktował rzut karny. Niestety tej okazji nie wykorzystał Taras. Znane przysłowie „niewykorzystane sytuację lubią się mścić” dobrze odwzorowało dalszy przebieg pierwszej połowy, ponieważ Morus podwyższył prowadzenie Centrum na 3:1. W drugiej części spotkania oba zespoły zdjęły nogę z gazu. Nie dochodziło do tylu okazji bramkowych jak w pierwszych 25 minutach. Tym bardziej, że po bramce Ciołka gospodarze prowadzili już 4:1. Wysokie prowadzenie mogło okazać się zgubne, ponieważ zawodnicy faworytów zaczęli zostawiać więcej przestrzeni rywalowi. Goście zaczęli napierać i wykorzystywać wykreowane sytuacje bramkowe. Dwa szybko strzelone gole zapowiadały ciekawą końcówkę spotkania, jednak oba zespoły skutecznie broniły. W ostatniej minucie spotkania pomocnik Niezamocnych stracił piłkę na rzecz gracza Centrum, który pokonując bramkarza Niezamocnych ustalił wynik meczu na 5:3.
W zapowiedziach stawialiśmy Legion w roli murowanego faworyta i nie spodziewaliśmy się żadnych niespodzianek, natomiast obie ekipy postarały się o całkiem zaskakujące widowisko i walka o zwycięstwo trwała zasadniczo do ostatniego gwizdka. Cała pierwsza połowa była bardzo wyrównana i zacięta. Gospodarze mieli inicjatywę niemalże od samego początku, ale Bęgal świetnie się bronił i spora w tym zasługa fenomenalnego występu Emila Łebskiego. Kapitan gości popisał się wieloma nieprzeciętnymi paradami, a w 15 minucie wyszedł nawet zwycięsko z akcji jeden na jednego. Koledzy z napadu robili co mogli, jednak nie bardzo mieli pomysł na przełamanie defensywy Legionu, ale niespodziewanie w 24 minucie sprytne podanie Przemysława Chojnackiego na bramkę zamienił Ernest Iwan i to Bęgal schodził na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem. Druga połowa rozpoczęła się od dwóch błyskawicznych ciosów teamu gościnnego – w 29 minucie Ernest Iwan podwyższył po podaniu Szymona Piątka, a po minucie skompletował hat-tricka po asyście Kuby Szabłowskiego. Co ciekawe w kolejnej minucie znów miał szansę na zdobycie gola, ale tym razem górą był golkiper Legionu Oleksandr Dovgoliuk. Chwilę później to gospodarze zdobyli gola, którego wykorzystując zamieszanie pod bramką, zanotował Ilja Kopyl. Kolejna akcja przejdzie do historii Ligi Fanów jako jedna z najbardziej kuriozalnych, bo piłka po sparowaniu przez bramkarza gości leciała w kierunku bramki, a próbujący ją dobić Vladyslav Barabash uderzył tak mocno...że trafił w poprzeczkę i piłka opuściła pole karne. Vladyslav zrehabilitował się już chwile później, bo po jego podaniu na 2:3 trafił Ilja Kopyl, a w kolejnej akcji wyłożył piłkę Ogorowi Polskiyemu i mieliśmy remis. W 37 minucie Legion po raz pierwszy w tym spotkaniu objął prowadzenie – trzeci raz asystował Vladyslav Barabash, a gola ustrzelił Denys Duboviy. Bęgal błyskawicznie zripostował trafieniem Przemysława Chojnackiego, ale 40 minucie goście dokonali błędnej zmiany, a grę w przewadze Legion zamienił na gola. Ostatnie dziesięć minut gry to walka o każdy centymetr boiska. W 45 minucie przy stanie 5:4 bramkarz Legionu wyszedł zwycięsko z sytuacji jeden na jednego, a po chwili koledzy odwdzięczyli się strzelając gola na 6:4. Goście jeszcze się nie poddawali i w 49 minucie gola zdobył Szymon Piątek, ale na więcej już nie starczyło czasu i po niezwykle zaciętym spotkaniu Legion pokonał WKS Bęgal 6:5.
Mecz między Gentleman Warsaw Team a WEiTI United w ostatniej kolejce rozgrywek Letniej Ligi Fanów był bardzo ciekawy, ale wynik nie sprawił niespodzianki. Gentleman Warsaw Team przez cały sezon nie odniósł ani jednej wygranej, co czyniło ich drużynę jedną z najsłabszych ekip w lidze. Z kolei WEiTI United znajdowało się w środku tabeli i nie miało już szans na zdobycie medalu, więc to spotkanie miało charakter wyłącznie prestiżowy. Już na samym początku meczu, ku ogromnemu zaskoczeniu wszystkich, to Gentlemani zdobyli dwie bramki dzięki Piotrowi Loze. Wydawało się, że może to być ich dzień, ale szybko okazało się, że WEiTI jest gotowe do odrobienia strat. Goście odpowiedzieli aż siedmioma trafieniami jeszcze przed przerwą, co skutkowało wynikiem 7:2. W drugiej połowie meczu WEiTI kontynuowało swoją dominację i powiększało przewagę nad Gentleman Warsaw Team. Jednak największym bohaterem tego spotkania okazał się Wiktor Ciołek, który postanowił w ostatniej kolejce powalczyć o tytuł króla strzelców. Strzelił on niesamowite 11 bramek, co było nie tylko niezwykłym osiągnięciem, ale także ogromnym krokiem w kierunku zdobycia tytułu króla strzelców. Końcowy wynik meczu to 14-4 na korzyść WEiTI United, co potwierdziło ich dominację nad Dżentelmenami w tym spotkaniu. Wiktor Ciołek mimo niesamowitej pogoni za tytułem króla strzelców ostatecznie zajął drugie miejsce w klasyfikacji, ale mimo to należą mu się ogromne brawa! Co do Gentelman Warsaw Team, to wydaje nam się że mogą być dumni z determinacji, jaką prezentowali do samego końca letnich rozgrywek. Mamy nadzieję, że los im za to odpłaci w kolejnym sezonie.
Na zakończenie zmagań w 3.lidze byliśmy świadkami spotkania, w którym obie ekipy przy ewentualnym zwycięstwie miały szansę zdobyć mistrzostwo 3 Ligi. Hiszpański Galeon podejmował Bejern, spotkanie jak na szlagier przystało przyciągnęło na Arenę AWFu wielu kibiców, którzy przez cały mecz aktywnie wspierali swoją drużynę. Już od pierwszych minut rysowała się znaczna przewaga gospodarzy, którzy przystąpili do tego spotkania wyjątkowo zmotywowani. Bejern od początku spotkania wyglądał na trochę zagubionego na boisku, widać było, że ranga spłątała nogi zawodnikom gości. Pierwszy na prowadzenie wychodzi Hiszpański Galeon, a już po chwili gospodarze prowadzą 2-0. Autorem obu trafień był Aleksander Popecki. Z każdą kolejną minutą przewaga prowadzących rosła, a na boisku uwidaczniała się bezsilność gości. W tym najważniejszym dla losów całej ligi spotkaniu nic im nie wychodziło. Ekipa Filipa Pławiaka miała problem ze skonstruowaniem jakiejkolwiek akcji zaczepnej, co z zimną krwią wykorzystywali gospodarze. Do końca pierwszej połowy Hiszpański Galeon dołożył jeszcze 3 bramki i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 5-0. Po zmianie stron gospodarze kontynuowali swoją aktywną grę w obronie i mądrze wykorzystywali całą powierzchnię boiska. Tę część spotkania ponownie lepiej rozpoczęli gospodarze, szybkie strzelone dwie bramki całkowicie pozbawiły Bejern marzeń o mistrzostwie. Przy wyniku 7-0, Filip Pławiak oraz Tomasz Skórka ratują jeszcze honor gości, jednak na więcej zabrakło już czasu. Spotkanie ostatecznie kończy się wysoką wygrana gospodarzy 8-2. Wygrana w "wielkim finale" smakuje znakomicie i gratulujemy triumfatorom tak dobrego występu, co w konsekwencji dało im złote medale. Ale i Bejernowi należą się słowa uznania, bo chociaż ta potyczka wyraźnie im nie wyszła, to nie zapominajmy o wielu świetnych meczach, które rozegrali w Lidze Letniej. Srebro jak na początek przygody z Ligą Fanów to naprawdę duże osiągnięcie i wydaje nam się, że chłopaki powinni do tego podejść w taki właśnie sposób.







)
)
)
)
)
)
)
)